Czarne spaghetti z dynią, wędzonym twarogiem i orzechami włoskimi!

Jesienią trudno mi powstrzymać się od kupowania dyni. Są tak urocze, że przejście obok nich obojętnie jest nie lada wyzwaniem. A kiedy przytacham już taką do domu, zawsze pojawia się pytanie – co by tu z niej zrobić? Jest tyle możliwości, że trudno się zdecydować. Zupa już była, placuszki też, ciastem też nie pogardziłam, to może czas na makaron?. O tak! Makaron będzie super. Skusił mnie ten czarny, barwiony atramentem z kałamarnicy. I tak powstało czarne spaghetti z dynią, wędzonym twarogiem i orzechami włoskimi! To danie nie może rozczarować – pychota!

Składniki:
czarny makaron spaghetti
pół malutkiej dyni
pęczek szczypiorku
pęczek natki pietruszki
1 łyżka masła roślinnego
2 łyżki śmietany 16 % do zup i sosów
niepełna szklanka wody
sól
pieprz
do podania garść orzechów włoskich i kawałek wędzonego twarogu

Przygotowanie:
Posiekany szczypiorek szklimy na maśle (małą garstkę odkładamy na bok, bo posłuży do posypania gotowego dania). Obraną i oczyszczoną dynię kroimy w dużą kostkę i dorzucamy do szczypiorku. Całość podlewamy wodą, solimy i dusimy pod przykryciem do momentu gdy dynia zmięknie, ale nie będzie się rozpadać.
Pod koniec duszenia dodajemy śmietanę i posiekaną natkę pietruszki. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Ugotowany al dente makaron wykładamy na półmisek. Polewamy go przygotowanym sosem z dyni, posypujemy rozkruszonym wędzonym twarogiem, posiekanymi orzechami i szczypiorkiem. Smacznego!

Filcowy zawrót głowy, czyli niebanalna dekoracja w pokoju dziecka!

Oj dawno mnie nie było, dawno! Wszystkich tych, którzy tu zaglądają i piszą do mnie z pytaniem kiedy nowe wpisy, pragnę przeprosić, ale moja nieobecność spowodowana jest przyjściem na świat mojego ukochanego synka. Tymon sprawił, że to właśnie jemu chcę poświęcić każdą chwilę. Czas na gotowanie oczywiście też będzie. Niebawem pewnie z udziałem mojego dziecka, ale póki co skupiłam się na innych przyjemnościach. Poza frajdą z obcowania z maluszkiem, dużą radość sprawiło mi ostatnio urządzanie jego pokoju. Założenia były dwa: ma być niebanalnie, a kolorem bazowym ma być szary. Pewnie wielu stwierdzi, że to mało radosny kolor, jak na ten, który ma cieszyć dziecięce oczy, jednak chciałam, by pokój Tymka kolorystycznie nie „odstawał” od reszty mojego mieszkania, a także by wyróżniał się na tle tradycyjnych pokoi dziecięcych. Ci którzy mnie znają zapewne nie będą zdziwieni, że zaplanowałam wszystko począwszy od kraciastej tapety, przez oprawione w ramki odciski małej stópki i dłoni, a skończywszy na groszkowej pościeli,o której uszycie pokusiła się prababcia. Nie obeszło się także bez wykonania wysmakowanego (w moim przekonaniu) dzieła, rękodzieła. Myślę tu o poruszających się filcowych słoniach i przytulance sowie. Mam słabość do takich rękoczynów, zatem zupełnie naturalnym było dla mnie, że pierwszym upominkiem dla mojego syna będzie coś, co wykonałam sama. Teraz z wielką przyjemnością obserwuję z jakim zaciekawieniem i radością, objawiającą się energicznym poruszaniem rączek i nóżek Tymon przygląda się swoim „tańczącym” słoniom i mądrej sówce. Wystarczyło trochę kolorowego filcu, kilka metrów nici, pomysł na mało skomplikowany szablon i odrobina własnych chęci, by pokój dziecka stał się niebanalny, a na buzi maluszka gościł cudowny uśmiech.